Rynek pracy w Polsce od kilku lat nie domyka zapotrzebowania na produkcji, w logistyce i w przetwórstwie. Kierunki wschodnie odpowiadają na potrzeby krótkoterminowe, ale przy planowaniu obsady na dwa czy trzy lata to Azja daje stabilność – pracownik przyjeżdża z zezwoleniem typu A i wizą krajową, a nie w ramach kilkumiesięcznego wyjazdu zarobkowego.
Drugim argumentem jest kultura pracy. W Filipinach, Nepalu, Bangladeszu czy Wietnamie praca w fabryce jest normalnym, szanowanym zajęciem, a praca zmianowa i nadgodziny nie są traktowane jako coś nadzwyczajnego. Kandydaci przyjeżdżają z jasnym celem finansowym i planem na kilka lat, dlatego rotacja w pierwszym roku jest wyraźnie niższa niż na kierunkach bliższych geograficznie.
Trzeci powód to kwalifikacje. Filipiny mają rozbudowany system TESDA, Indie ITI i NCVT, Nepal CTEVT, a Wietnam ośrodki szkoleniowe przy zakładach przemysłowych. To oznacza dyplomy i uprawnienia, które da się zweryfikować dokumentem, a przy stanowiskach technicznych – dodatkowo testem praktycznym i nagraniem z pracy.
Cena za te przewagi to czas i formalności. Ścieżka azjatycka trwa 12–20 tygodni i wymaga zezwolenia na pracę, wizy krajowej oraz – w przypadku Filipin i Nepalu – procedury po stronie kraju pochodzenia. Dlatego prowadzimy ją równolegle dla całej grupy i planujemy transze wstecz od daty uruchomienia zmiany.